Wpis w blogu auta
Rover 100
Dodano: 4 lata temu
Blog odwiedzono 1553 razy
Data wydarzenia: 22.05.2020
Voytek z Cytryną na Opał.
Kategoria: spotkanie
Wielu z Was zapewne wie z wpisu Waldka (Mucko1) zwanego "Mucjuszem" lub po prostu "Mućką Morską" z racji tego, że przez ładnych parę lat był marynarzem i pływał na tankowcach, postanowiliśmy się "zrewitajstarylizować" jak kamienice przedwojenne na zabytkowym rynku w "Pierdziszewie Mazowieckim", co miało służyć ruszeniu tyłka gdziekolwiek aby tylko wyrwać się z czterech ścian. Ciekawych odsyłam tu:
https://www.autowcentrum.pl/blog/post/morska-przygoda,37316/
i tu:
https://www.autowcentrum.pl/blog/post/odwiedziny-i-rewizyta,37351/
Tak więc "gdziekolwiek" było najpierw u Waldka w mieszkaniu, a następnie w mojej ruderze pod lasem, gdzie nawet najlepsze telefony gubią zasięg i gdyby nie okoliczne przedszkole oraz przelatujące samoloty byłoby słychać szelest przelatujących myśli na temat ludzkiej egzystencji i złożoności Ego. Czasami można się nawet zapomnieć i podążyć myślami w ciemne strony otchłani własnego niebytu o ile sąsiad akurat nie używa swojej spalinowej piły do drewna. Tak więc przez moje marudzenie i narzekania, że nie jestem zbyt często odwiedzany na tym zesłaniu w czasach "chińskiej zarazy", wszak moja kwarantanna spowodowana "chorobą współistniejącą" przy wirusie trwa już 7-my miesiąc ku memu zaskoczeniu sprawiło, że w bramie pojawił się Waldek za sterami swego żaglowca. Cóż to był za piękny widok "okrętu pod pełnymi żaglami niczym konie w galopie, jak niebo nad nami". I wtedy w drzwiach pojawił się ON. Nie był to rycerz w lśniącej zbroi, ani Zorro na swoim Tornado, ani nawet Don Chichot w garnku na głowie ale tylko najzwyklejszy w swej wyjątkowości Waldek w PePeGach czyli Państwowo Przyciętych Gumiakach i starej koszulce to i tak mi się ucieszył #skrytyryj na jego widok.
Tak więc strzeliliśmy "misia" i zasiedliśmy do kawy i plotek. Oczywiście Waldek nie byłby sobą gdyby nie zbajerował mojej matulki, która słuchała jak urzeczona jego morskich opowieści. No ale cóż poradzić jak się ma kolegów, którzy mogliby być Twoim ojcem. Jakoś trzeba to znieść. Swoją drogą mogłoby być ciekawie gdybyśmy spotkali się we trzech razem z Waldka synem i on musiałby zwracać się do niego per tato, a ja waliłbym "na Ty"...
Tak to czas upływał nam na plotkowaniu i śmiechach, a wtedy Waldek nagle się wyostrzył, spiął jak kot przed atakiem, zesztywniał i stojąc na baczność odebrał telefon. Okazało się, że jego właścicielka postanowiła szarpnąć za jego smycz. No i wróciliśmy do rzeczywistości. Konie poniosły, żaglowiec odpłynął, a niebo zaczynały zakrywać leniwie wędrujące w przestworzach chmury. Początkowo nieśmiało wychylając się znad drzew, a następnie śmielej już poczęły łapczywie wyłapywać promienie słońca skutecznie przerywając im ośmiominutową wędrówkę z powierzchni gwiazdy zarannej ku temu nieszczęsnemu padołowi łez i rozpaczy, odbierając radość jego mieszkańcom z pławienia się w ich świetlistym cieple. Na dziedzińcu pozostaliśmy sami z Voytkiem na podjeździe.
Wtedy nadeszło oprzytomnienie i z garaży wyjechałem swoją Cytrynką i wyprowadziłem Opał na spacer. Tak Opał, a nie pawia. Pogadaliśmy jeszcze w rytmicznych dźwiękach cytrynowej panewki, pokazałem Waldkowi stołówkę z orzechowym szwedzkim stołem przeznaczonym dla odwiedzających mnie wiewiórek, trochę pośmialiśmy się z wizytującej u mnie coraz częściej osiem lat młodszej ode mnie "sąsiadki". W cudzysłowie, bo ma do mnie z 15 km lub nawet więcej. Opowiedzieliśmy sobie o bolączkach naszych aut, po czym marynarz odwiedził moją łazienkę łaskawie nie rozrywając muszli swoim obytym w świecie tyłkiem odjechał za sterami amerykańskiej myśli technicznej.
Czar prysł. Nie był już zbawcą i pocieszycielem w czasach niedoli, a jedynie dwoma czerwonymi żarówkami znikającymi za horyzontem. Przez chwilę jeszcze me oczy walczyły z ostrym cieniem mgły próbując wyłuskać z nicości oddalający się kształt, po czym się poddały i znów została tylko cisza zmącona jedynie ptasim śpiewem i odgłosami siekiery sąsiada.
Koniec bajki. Jeżeli ktoś spodziewał się czegoś szczególnego, a został zawiedziony prostactwem mojego wpisu to przepraszam. Choć w sumie to nie jest mi przykro z tego powodu, bo w zasadzie mam to w doopie i nie jest to nawet marynarski odwłok, a jedynie walentynkowa, pluszowa, czerwona imitacja doopy, która leży gdzieś u mnie w szafie i rypie stęchlizną niczym stary, zawilgocony koc wyciągnięty z psiej budy.
Poniżej filmik, na którym słychać mój urokliwy, kojący oraz skrzekliwy i irytujący głos działający ku mej radości wszystkim na nerwy i kilka fotek.
Mam nadzieję, że chociaż trochę popsułem Wam ten deszczowy dzień, który właśnie się zaczął.
Hough!
Najnowsze blogi
Dodano: 16 dni temu, przez Egontar
Wzorem wszystkich poprzedników, niniejszym wprowadzam pamiętnik charakterystycznych przebiegów dla Shine'a.
Pierwszy zanotowany przebieg jest z placu, na którym auto zostało zakupione. ...
84
komentarze
Dodano: 20 dni temu, przez Egontar
W ramach wolnego czasu przeglądnąłem dokumentację serwisową mojego DSa i w oczy rzuciła mi się faktura za wymianę oleju w skrzyni biegów zrobiona przy przebiegu 122 kkm. Doświadczeni ...
56
komentarzy
Dodano: 1 miesiąc temu, przez MarcinGP
Zgodnie z prośbą Twórcy, pomysłodawcy, ojca tego portalu przez duże "T", a może pomysł przez "P", ojca przez "O" - analogicznie jak "OFF", (to chyba logiczne), czyli naszego "znachora - ...
76
komentarzy
Marki społeczności
Szukaj znajomych

https://www.autowcentrum.pl/blog/post/spoting-2023,38282/
Ty to potrafisz ująć to zgrabnie
Tysz prawda, gówno prawda
A meduza?
Albo Amerykanka z 300-u kg, na 100kg
Chudy wieloryb
Chyba wieloryb
Do końca to Marcinek wabi grzybiarki 🤣
Dodaj, że zawsze do pełna
To na razie nie pisz
A tu skunks kręci z lamą